Jak i dlaczego zmieniłem metody swojej pracy?

Ogarnięcie tego, w jaki sposób pracujemy, wymaga nieco czasu, ale to inwestycja, która bardzo szybko się zwraca.

Dotarła do mnie ostatnio pewna pozornie oczywista myśl, z której jednak rzadko wyciągamy jakieś konkretne wnioski: jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od narzędzi wokół nas. Nie jest to nic złego. Zawsze tak było, po prostu narzędzia się zmieniają: czy to żarówka pozwalająca nam pracować po zachodzie słońca, czy internetowy kalendarz pomagający nam zorganizować czas.

Jednocześnie mam wrażenie, że podchodzimy do tego wszystkiego niezbyt świadomie. Korzystamy w internecie z setek różnych rozwiązań, ale niekoniecznie zastanawiamy się, czy to układ dla nas najlepszy. Wiadomo: nikt nie lubi zmian. Bo po co naprawiać coś, co nie jest zepsute?

Takie podejście – dość naturalne w sumie – prowadzi do tego, że trzymamy się wyuczonego przed laty workflow, nawet jeśli działa na naszą niekorzyść.

Dziś chciałbym Was do czegoś przekonać. Zatrzymajcie się na chwilę. Spójrzcie na sposób Waszej pracy, na listę narzędzi i usług, z jakich korzystacie na co dzień, i zastanówcie się, czy aby nie wypadałoby trochę tego przemyśleć i uporządkować.

A właśnie, „workflow” to słowo, które nie ma dobrego tłumaczenia w języku polskim, więc wybaczcie mi używanie go w tym tekście. Oznacza szeroko rozumiany sposób organizowania sobie pracy, zwłaszcza grupowej, poszczególne jej etapy i zestaw użytych narzędzi.

Dlaczego postanowiłem zmienić swój workflow?

Jak być może wiecie, jestem blogerem. Od pewnego czasu to moje jedyne zajęcie. Można wiele mówić o pracy nad blogiem, ale jedno jest pewne: wymaga wszechstronności. Zwłaszcza teraz, kiedy angażuję się np. w programy na żywo z czytelnikami czy wideo na YouTube.

Bycie blogerem to nie tylko pisanie, lecz także przygotowywanie grafik, programowanie bloga, prowadzenie rozmów biznesowych, kupowanie zdjęć, inwestowanie w sprzęt, planowanie wyjazdów, wystawianie faktur… Oznacza to, że korzystam ze znacznie większej liczby internetowych narzędzi i usług niż przeciętna osoba. W zasadzie: stanowiąc jednoosobową firmę mediową, mam workflow analogiczny do takiej firmy, tylko skompresowany.

W pewnym momencie odkryłem, że narzędzi działających na zupełnie różnych zasadach było coraz więcej, a do tego niekoniecznie dogadywały się ze sobą w optymalny sposób. Technologia zaczęła mi przeszkadzać, a nie pomagać.

Synergia między usługodawcami

Pierwszą rzeczą, którą postanowiłem ogarnąć, była jako taka lista usług, z których korzystam. Przygotowałem sobie spis programów i serwisów, które wykorzystuję do pracy, i zacząłem je przeglądać. Wrzuciłem tam wszystko: od kalendarza i aplikacji to-do aż po stock fotograficzny. Zacząłem się zastanawiać, co jest nie tak.

Wtedy na to wpadłem. Zabrakło mi synergii. O co chodzi? Wybierając poszczególne narzędzia, starałem się znaleźć to, które jest obiekatywnie najlepsze, ale nie patrzyłem na nie w kontekście pozostałych, z których korzystam.

Wybierając poszczególne narzędzia, starałem się znaleźć to, które jest obiekatywnie najlepsze, ale nie patrzyłem na nie w kontekście pozostałych, z których korzystam.

Przykład: stock Adobe nie jest najlepszym, jaki możecie znaleźć. Ale jest zintegrowany z Photoshopem i dostajemy sporą zniżkę, jeśli korzystamy z Creative Cloud. Możemy pobrać zdjęcie bezpośrednio do Photoshopa albo pracować na wersjach ze znakiem wodnym, a potem jednym kliknięciem zmienić je na to ostateczne. Super.

Albo to: Mailbox jest fajniejszy jako klient e-mailowy od Apple Mail, podobnie jak Wunderlist jest lepszy jako aplikacja do to-do. Tyle że tracą na etapie integracji z systemem Apple. Gdy przesiadłem się na rozwiązania domyślne, oczywiście kilka rzeczy straciłem, ale jeszcze więcej zyskałem. Dzięki lepszemu przepływowi informacji – przede wszystkim czas.

Z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem też, że bardzo dobrze działa iCloud dla zdjęć (od Apple). Do tego stopnia, że postanowiłem zainwestować w wersję płatną (która kosztuje dosłownie kilka złotych miesięcznie). Wcześniej do synchronizacji korzystałem z Dropboksa, ale on wymagał mojego dość aktywnego udziału. iCloud działa w tle, co ma swoje minusy (w zasadzie niewiele można tam zrobić poza skonfigurowaniem), ale również oszczędza czas. Nie myślę o tym, gdzie są moje zdjęcia – po prostu wiem, że mam je. Niezależnie od urządzenia, zawsze w tym samym miejscu.

Zmian było więcej, ale chciałem Wam przekazać kontekst. Chodzi o to, że zacząłem wybierać aplikacje, z których korzystam, myśląc o nich w kontekście całego mojego workflow, a nie tylko tego, żeby były najlepsze same w sobie. Takie podejście zmienia sporo.

Warto zaprzyjaźnić się z chmurą. Czasem odpowiedni wybór usługi przechowującej dane w Sieci pozwala na niesamowitą oszczędność czasu. Najpowszechniejszy jest chyba Dropbox, umożliwiający w prosty sposób synchronizować pliki pomiędzy urządzeniami.

Jeśli korzystacie ze sprzętu Apple, warto mocno zainteresować się iCloud. Zakochałem się w synchronizacji zdjęć. Kupiłem konto premium za dolara miesięcznie (czyli tyle co nic) i wiem, że każda zrobiona przeze mnie fotografia i każde nagrane wideo automatycznie pojawi się w bibliotece na wszystkich urządzeniach. No i udostępnianie albumów działa super, jeśli np. Wasza rodzina również korzysta z Maków.

Chmura Adobe daje radę dzięki integracji z pozostałymi usługami. Nasze PSD na każdym urządzeniu, zdjęcia ze stocka zawsze pod ręką, współdzielenie projektów…

Aby Biurko było biurkiem

Nazwa tego czegoś, co znajduje się na samym „spodzie” systemu operacyjnego, powinna nam sporo zasugerować. Biurko na Maku, Pulpit na komputerach z Windowsem. W jaki sposób korzystamy z prawdziwego biurka?

Wyobraźcie sobie, że macie coś do zrobienia. Na przykład: złożyć plastikowy model samolotu. Prawdopodobnie zaczniecie od przygotowań. Rozłożycie sobie na biurku niezbędne narzędzia: klej, pędzelek, nożyk i tak dalej. W innym kącie znajdą się części, na środku instrukcja, a przed sobą dacie podkładkę, żeby nie poplamić blatu. Po skończonej pracy to, co jest istotne, odłożycie na miejsce, a resztki wyrzucicie do kosza. Sensowne, prawda?

Wyobraźcie sobie jednak, że na swoim biurku trzymacie cały czas wszystko, z czego korzystacie – niezależnie od tego, czy jest Wam w danym momencie potrzebne, czy nie. Okej, wiem, że sporo osób tak robi, ale powiedzmy sobie szczerze: nie jest to najbardziej optymalny sposób pracy. Tymczasem w przypadku komputera bardzo powszechny.

Korzystam z Biurka jak z biurka. Na co dzień jest puste. Kiedy siadam do jakiegoś projektu, wyjmuję potrzebne narzędzia. Kiedy kończę pracę, wyrzucam resztki.

Ja korzystam z Biurka jak z biurka. Na co dzień jest puste. Znajdują się na nim cztery katalogi, odpowiednio uporządkowane. Kiedy siadam do jakiegoś projektu, robię to samo co podczas składania modelu samolotu. Zrzucam na Biurko potrzebne pliki, zapisuję na nim wszystko, nawet układam w różnych miejscach, żeby to ogarniać. Po skończonej pracy istotne pliki wrzucam do odpowiednich katalogów, a resztki wyrzucam.

Polecam bardzo taki sposób pracy. Ułatwia w zasadzie wszystko. Po pierwsze, jest metodą na porządkowanie plików. Po prostu po skończonej pracy całość wrzucamy tam, gdzie trzeba. Nie tworzymy kolejnych katalogów „Rzeczy”, „Inne rzeczy” itd., w których trzymamy wszystko. Po drugie, wymusza usuwanie tego, co niepotrzebne. Po wykonaniu zadania decydujemy, co warto zachować, a co stanowi zbędne resztki.

Oczywiście, im dłużej korzystacie z komputera w sposób… no, powiedzmy, mało estetyczny, tym trudniej uporządkować cały ten syf. Ale uwierzcie: warto. Porządek oznacza oszczędność. Czasu, miejsca na dysku… Ba, mniej plików na Biurku przyspiesza działanie komputera i w ogóle poprawia samopoczucie, bo przynajmniej widać tapetę.

Inbox zero

To metoda, o której z pewnością duża część z Was słyszała, ale podejrzewam, że mało kto z niej korzysta. Podobnie jak w przypadku opisanym wcześniej, nazwa aplikacji mocno sugeruje, jak powinniśmy z niej korzystać.

W jaki sposób korzystamy z naszej skrzynki na listy? Sprawdzamy co jakiś czas, co znajduje się w środku, a potem natychmiast jakoś na to reagujemy. Zbędne rzeczy wyrzucamy, pilne załatwiamy od razu, inne odkładamy na półkę, gdzie czekają na swoją kolej.

Wyobraźcie sobie, że trzymacie całą korespondencję w skrzynce, która pęka w szwach, i tylko raz na jakiś czas wyciągacie z niej pojedyncze listy. Bez sensu, prawda? To dlaczego dokładnie tak robimy z e-mailem?

Inbox zero to metoda zakładająca, że powinniśmy cały czas dążyć do pustej skrzynki odbiorczej. Jak to wygląda u mnie? Po pierwsze, korzystam z archiwum. Niemal każdy usługodawca e-mailowy pozwala archiwizować wiadomości. Znikają one wtedy ze skrzynki odbiorczej i trafiają do specjalnej zakładki. Wrzucając tam coś, oznaczamy sprawę jako „załatwioną”. Po drugie, dla każdej istotnej sprawy (akcji na blogu, wyjazdu, prowadzonego projektu) mam osobny katalog. Gdy tylko odpowiem na e-maila w tej sprawie, wrzucam go tam. Dzięki temu wiem zawsze, gdzie je znaleźć.

Najważniejsze jest jednak przyzwyczajenie do tego, że na każdy e-mail trzeba natychmiast reagować. Jeśli to pilna sprawa: odpowiadamy i archiwizujemy. Jeśli śmieć: wrzucamy do kosza. Jeśli informacja niewymagające odpowiedzi: archiwizujemy. Jeśli element projektu: wrzucamy do odpowiedniego katalogu. W efekcie w skrzynce e-mailowej znajdują się wyłącznie rzeczy, które musimy załatwić w najbliższym czasie i których możemy stopniowo się pozbywać.

Równie istotne jest zmniejszenie ilości niepotrzebnej korespondencji, którą otrzymujemy, czyli mówiąc wprost: wypisywanie się z list mailingowych. Serio, zamiast kasować każdy upierdliwy e-mail wysyłany z serwisu, na którym sto lat temu się zarejestrowaliście, po prostu poświęćcie te kilka sekund więcej i kliknijcie „Wypisz się” w stopce wiadomości. Mniej powiadomień od klienta pocztowego to mniej rzeczy, które odrywają nas od zajęć. No i mniej marnowania czasu.

Mailbox to aplikacja, którą bardzo mocno polecam, jeśli chcecie korzystać z metody inbox zero, a niekoniecznie czujecie się na siłach. To prosty klient e-mailowy na OS X, iOS i Androida. Za pomocą gestów możemy w nim zarządzać wiadomościami i przede wszystkim: przesuwać je na później. Jeśli np. zdecydujemy, że daną sprawą chcemy zająć się jutro wieczorem, to wybrana wiadomość zniknie nam sprzed oczu (trafi do specjalnej skrzynki) i automatycznie wróci dopiero w wybranym terminie.

Na dłuższą metę Mailbox ma pewne ograniczenia, w związku z którymi zrezygnowałem z korzystania z niego (relatywnie słaba integracja z systemem, słabe zarządzanie skrzynkami), gdy tylko poczułem, że nie potrzebuję „wspomagaczy” do utrzymania porządku w e-mailach. Ale jako osobisty trener ogarniętości – sprawdza się super.

Zadania i kalendarz

Korzystanie z kalendarza i aplikacji do zapisywania zadań bardzo pomaga w pracy, nawet jeśli macie fantastyczną pamięć i uważacie, że ich nie potrzebujecie. O to właśnie chodzi: żeby zrzucić z Was obowiązek pamiętania o różnych sprawach i dzięki temu pozwolić skupić się na tym, co tu i teraz.

Od pewnego czasu zapisuję w kalendarzu wszystko. Nie tylko konkretne wydarzenia i spotkania, lecz także czas, który mam zamiar poświęcić na jakiś projekt. Dzięki temu proces mojej pracy jest uporządkowany. Nie skaczę z zajęcia na zajęcie: wiem, że na wszystko mam zaplanowany czas.

W aplikacji do zadań zapisuję każdy pomysł i każdą rzecz, jaką muszę zrobić. Mam tam zakładkę z pomysłami na teksty, z pomysłami na wideo na YouTube, z blogowymi akcjami do zrealizowania. Dzięki temu nie muszę myśleć o tym, co jeszcze muszę zrobić. Mam to zapisane. Mój mózg jest czystszy. Przestawienie się na taki sposób myślenia bywa wymagające, ale efekt jest świetny.

To może brzmieć tak, jakbym był jakimś strasznym pedantem, ale jest wręcz przeciwnie – bywam strasznie chaotyczny. Korzystanie z kalendarza i to-do ułatwia mi utrzymanie się w ryzach i wiem, że dobrze na tym wychodzę.

Czas poświęcony tylko pracy

Jestem w fantastycznej sytuacji. Zajęciem, z którego się utrzymuje, jest publikowanie w Sieci. Robię to, co kocham. Nie muszę utrzymywać balansu pomiędzy pracą i życiem, bo nie czuję między nimi podziału. Gdybym miał dzień wolnego i mógł zająć się robieniem czegokolwiek, to… robiłbym to samo co zwykle. Moja praca to moje hobby.

Problem w tym, że ma to również negatywne strony. Łączenie życia i pracy, brak konkretnych godzin spędzonych „w biurze”, konsola w zasięgu wzroku – wszystko to sprawia, że bardzo łatwo się oderwać. Zrobić sobie przerwę trwającą cały dzień i wrócić do projektu w środku nocy. Albo w ogóle. W skrócie: chaos.

Dlatego postanowiłem ustalić sobie stałe godziny pracy. Nie że osiem, od dziewiątej do siedemnastej – ale kilka w ciągu dnia. Codziennie od tej do tej zajmuję się blogiem. Żadnego grania, żadnego nudzenia się – po prostu. Reszta dnia jest już dla mnie i mogę ją spożytkować w dowolny sposób. Również na pracę. Ale wiem, że kawałek doby jest przeznaczony wyłącznie na bloga.

Zastanówcie się, w jaki sposób przełożyć ten pomysł na swoje życie. Prowadzi to bowiem do oszczędności czasu. Nie od dziś wiadomo, że realizowanie kilku zadań po kolei trwa krócej niż próba robienia wszystkiego naraz. Gdy robi się wiele rzeczy i do tego ma się absolutną wolność – łatwo wpaść w pułapkę chaosu. Warto sobie stworzyć odpowiednie zasady. To pomaga.

Świadomy workflow

To, co opisałem wyżej, to zaledwie kilka przykładów na to, że staram się pracować w uporządkowany sposób. Nie każdemu się one spodobają, nie do wszystkich pasują. Ale do mnie tak – i mam świadomość, że ułatwiają mi życie.

Największy problem polega na tym, że nie mamy żadnego pomysłu na ogarnięcie metod swojej pracy. Szukamy narzędzi tylko w momencie, gdy ich potrzebujemy. Nie zastanawiamy się nad naszym workflow w kontekście całości. Nie myślimy o strategii prowadzenia naszych małych projektów. Tymczasem zwyczajnie na tym tracimy.

Im więcej robicie, tym większy chaos wprowadzacie w swoje życie – a to powoduje marnowanie czasu. Warto poświęcić go trochę na przemyślenie, co w zasadzie jest dla Was najlepsze. Na zrobienie porządku. Na nauczenie się kilku rzeczy. Gwarantuję, że dobrze na tym wyjdziecie.

01

Podcast #59: W świecie fanfiction

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy o fanfiction. Skąd w ludziach potrzeba dopisywania swoich fragmentów znanych historii? Czy wydawanie fanfików w formie książek to dobry pomysł? Jakie fanfiki mają na swoim koncie Wasi ulubieni prowadzący?

02

Czy feminizm kończy się, kiedy trzeba wnieść lodówkę na piętro?

W dzisiejszym odcinku programu o Pawle irytującym się ludzką głupotą porozmawiamy sobie o jednym z moich ulubionych żarcików na temat feminizmu.

03

Złe książki: „After. Płomień pod moją skórą” #2

W kolejnym odcinku analizy książki „After” możecie się spodziewać przede wszystkim „więcej”. Więcej dramy, więcej emocji, więcej fragmentów pozbawionych sensu.

04

Podcast #58: Kołczing

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o „kołczingu”, „pop-coachingu”, czy jakkolwiek nazwiecie tę traktowaną raczej pejoratywnie mutację coachingu, której nawet faktyczni coache się wstydzą. Skąd to się wzięło? Dlaczego może być potencjalnie niebezpieczne? Co powinno się z tym zrobić?

05

Podcast #57: Fantastyczni podcasterzy i jak ich znaleźć

W dzisiejszym odcinku wracamy do świata „Harry’ego Pottera”. W pierwszej części dyskutujemy o wydanym niedawno scenariuszu sztuki „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”, w drugiej: o filmowym spin-offie serii w postaci produkcji „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

06

O dotykaniu Justina Biebera

Internet obiega nagranie ze Snapchata młodej youtuberki, która z nieukrywanym wzruszeniem opowiada o swoim spotkaniu z Justinem Bieberem. Komentatorzy już wieszczą koniec świata.

07

Co to jest gender?

Gender w naszym kraju jest słowem-wytrychem. Pewnej grupie ludzi kojarzy się z wszystkim, co uważają za „złe”. Co to tak naprawdę znaczy?

08

Podcast #56: Zabawa w wojnę

W najnowszym odcinku podcastu rozmawiamy o wojnie. Konkretniej: o tym, czy można się bawić w wojnę czy jednak nie wypada.

09

Podcast #55: O reklamie w internecie

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy o czymś, co prawdopodobne nie leży w sferze zainteresowań większości z Was, ale z całą pewnością w jakiś sposób Was dotyka.

10

Podcast #54: Doktor Strange, Tarzan i klata Benedicta Cumberbatcha

W najnowszym odcinku dołączył do nas Ichabod, by w końcu dostarczyć Wam obiecaną, drugą część rozważań superbohaterskich.

11

Podcast #53: Rant o feminizmie

Dawno nie było żadnego feministycznego rantu, a kolejny odcinek podcastu Zombie vs Zwierz to dobre miejsce na taki show!

12

Podcast #52: Czego powinniśmy wymagać od kina rozrywkowego?

W najnowszym odcinku podcastu staramy rozprawić się z mitem, że od kina rozrywkowego nie możemy niczego wymagać, bo przecież „to tylko zabawa”.

13

Dlaczego parking „dla kobiet” to seksizm?

W poznańskiej galerii Malta znajduje się specjalnie przygotowany parking… dla kobiet. Miejsca na nim są szersze. Bo wiecie, kobiety nie potrafią jeździć.

14

Podcast #51: Dlaczego bawią nas złe filmy?

W najnowszym odcinku podcastu rozmawiamy o tym, dlaczego czasem lubimy oglądać filmy o rekinach i dlaczego „The Room” i „Pamiętniki z wakacji” są super.

15

Złe książki: „After. Płomień pod moją skórą” #1

Książka Anny Todd (znanej również pod pseudonimem Imaginator1D) to erotyczny romans dla młodzieży na podstawie fanfiction o zespole One Direction. Co mogło pójść nie tak?

16

Podcast #50: Superheros też człowiek

W dzisiejszym odcinku podcastu pochylamy się nad tematem superbohaterów. Kim tak naprawdę jest superheros? Czy może brać pieniądze za swoją pracę? Czy musi zajmować się ratowaniem świata?

17

Podcast #49: Zwierz, Mysz i reprezentacja

Dzisiejszy odcinek podcastu jest bardzo specjalny, bo to pierwszy epizod „Zombie vs Zwierz”… bez zombie!

18

Podcast #48: Na żywo na Coperniconie

Dzisiejszy odcinek jest niemal godzinnym zapisem naszego spotkania z słuchaczami na Coperniconie.

19

Co się stanie, kiedy w „Harrym Potterze” zmienisz słowo „różdżka” na „penis”?

Pytanie zawarte w tytule pojawiło się w internecie wiele lat temu, jako pretekst do zabawy polegającej na wyszukiwaniu kolejnych dwuznacznych cytatów. Za namową widzów sprawdzam, jak to wszystko brzmi po polsku.

20

Podcast #47: Terror spoilerów!

Uwaga, odcinek zawiera straszne spoilery do filmów sprzed kilkudziesięciu lat!

21

Nie, nie ma porno w nowym systemie iPhone

Media donoszą: w iOS 10, nowym systemie napędzającym telefony Apple znajduje się UKRYTE PORNO! Tyle, że nie.

22

Amundsen Music Expedition: wygraj bilety na koncert The Cure w Łodzi!

20 października w Łodzi zagra zespół The Cure. We współpracy z marką Amundsen będę miał dla Was pięć podwójnych zaproszeń na to wydarzenie. O tym jednak przeczytacie na końcu tekstu. Teraz porozmawiamy sobie chwilę o szukaniu szczęścia w życiu. Brzmi górnolotnie, co?

23

Soundtracki z „World of Warcraft” w końcu dostępne na Spotify

Jeżeli lubicie muzykę filmową (grową?), to mam dla Was wspaniałą wiadomość: soundtracki z „World of Warcraft” po latach trafiły w końcu na Spotify!

Blizzard umieścił w serwisie ścieżki dźwiękowe ze wszystkich dotychczasowych dodatków poza „Warlords of Draenor”, plus specjalny album zawierający muzykę z karczm i tawern, do których możemy zawitać w grze.

Polecam Wam, bo to świetny kawałek muzyki. Wersja podstawowa wywołuje u mnie nostalgię, ale polecam też np. muzykę z „Mists of Pandaria”, nawiązującą do dalekowschodnich klimatów. Album „Taverns of Azeroth” nadaje się za to w sam raz do udźwiękowienia sesji RPG albo wieczoru przy winie i planszówkach.

Sprawdźcie koniecznie!

Soundtrack do „World of Warcraft” / „The Burning Crusade” / „Wrath of the Lich King” / „Cataclysm” / „Mists of Pandaria” / „Legion” / „Taverns of Azeroth”

24

Recenzja: „Smoleńsk”

Wybrałem się do kina na „Smoleńsk”, bo brakowało mi recenzji, które oceniają ten film jako film – nie jako manifest polityczny.

25

Podcast #46: W piekle minimalizmu

Po nietypowo długiej przerwie podcast „Zombie vs Zwierz” wraca z czwartym sezonem!

26

Porzucenie gniazdka słuchawkowego przez Apple nie jest głupie – głupi jest sposób, w jaki to zrobili

Nie miałbym absolutnie żadnego problemu z odrzucenia przez Apple mini jacka, gdyby iPhone 7 miał złącze USB-C a nie Lightning.

27

Pandy nie są już gatunkiem zagrożonym

Taką informację w ostatnich dniach na swojej stronie umieściła Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody. Mała rzecz a cieszy – chociaż należy pamiętać, że pandy wielkie wskoczyły o tylko jeden stopień wyżej na skali, więc dalej są „narażone” (po przetłumaczeniu na Polski brzmi to naprawdę dziwnie). Ale hej, komu ta wiadomość chociaż trochę nie poprawiła humoru?

Ailuropoda melanoleuca (Giant Panda)

28

Mod zmieniający interfejs Spotify na jasny

Niestety, tylko na macOS. Co ciekawe design Spotify już kiedyś był jasny – ale raczej szary i zdecydowanie mniej nowoczesny. Bardzo chciałbym zobaczyć oficjalną, białą wersję interfejsu – projekt Devina Halladaya udowadnia bowiem, że aplikacja wygląda wtedy lżej i przyjaźniej. Przetestujcie koniecznie ale miejcie świadomość, że każda kolejna aktualizacja może sprawić, że program wróci do oryginalnej wersji.

Spotio: An Rdio-inspired skin for Spotify

29

Złe książki: Youtuberzy czytają „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (i nie tylko)

Z okazji przekroczonych niedawno 20 000 subskrypcji poprosiłem znajomych youtuberów o pomoc w nagraniu specjalnego odcinka „Złych książek”. Fragmenty „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, powieści Katarzyny Michalak czy „Wszystkich odcieni czerni” Ilony Felicjańskiej zaprosiłem… cóż, tyle osób, że nie chce mi się wymieniać ;) Poza tym chyba lepiej, żeby była to dla Was niespodzianka. Miłego oglądania! Subskrybujcie tutaj.

ZŁE KSIĄŻKI: Youtuberzy czytają „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (i nie tylko)

30

Karmienie piersią w miejscach publicznych to kwestia edukacji

Na YouTube znajdziecie vlog, w którym poruszam głośny ostatnio temat karmienia piersią w miejscach publicznych. Swoją drogą – poruszam ostatnio na moim kanale nieco poważniejsze tematy, które wcześniej pojawiały się głównie na blogu. To kolejny etap moich stopniowych przenosin na format wideo. Koniecznie zasubskrybujcie kanał, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

VLOG: Karmienie piersią w miejscach publicznych to kwestia edukacji

31

6 września podobno zobaczymy iPhone 6SE, iPhone 7 dopiero za rok

Tomek Wyka z MyApple na Twitterze:

Do Apple Polska wpłynął e-mail. Data premiery #iPhone 6SE: 06.09. Przedsprzedaż: 09.09. Rozpoczęcie sprzedaży: 16.09. Polska w pierwszej turze.

Tomek twierdzi, że źródło jest wiarygodne. Plotki o tym, jakoby Apple planowało przesunąć duże odświeżenie swojego smartfona na przyszły rok i pokazać w tym roku kolejną, jeszcze bardziej ulepszoną wersję iPhone 6, krążą w Sieci od pewnego czasu.

Szczerze? Brzmi to jak strzał w stopę. Niezależnie jakie zmiany w urządzeniu planuje firma, nazwanie go „iPhone 6SE” zwyczajnie zniechęci część klientów – np. właścicieli „szóstki”, którzy uznają, że to „tylko” jej kolejna wersja.

Pożyjemy, zobaczymy – biorąc pod uwagę ostatnie lata prawdopodobnie jeszcze przed oficjalną zapowiedzią będziemy wiedzieli o urządzeniu niemal wszystko.

Tomasz Wyka na Twitterze

32

Xiaomi prezentuje Mi Notebook Air

Xiaomi kontynuuje rozszerzanie swojej oferty wchodząc na rynek laptopów. Ich urządzenie nazywa się Mi Notebook Air, co raczej nie pozostawia wątpliwości co do tego, na czym chińska firma się wzoruje.

Sprzęt kosztuje znacznie taniej od MacBooków (ceny w Chinach zaczynają się od 3500 juanów, czyli 2000 zł z haczykiem) i oferuje bebechy, które… no ok, powinny wystarczyć do w miarę komfortowej pracy, o ile nie robicie grafiki 3D ani nie montujecie dużych wideo. No ale wygląda obłędnie. Jak to bywa w przypadku Xiaomi, trudno przewidzieć jaka będzie trwałość tych komputerów, ale elegancki minimalizm sprawia, że wystarczy rzut oka, żeby powiedzieć „O, chcę to”. Aż chcę się wysłać zdjęcia do Tima Cooka z pytaniem „Hej, jak tam aktualizacja designu, na którą czekamy od lat?”.

Komputery produkuje zewnętrzny partner, firma Tian Mi. Mają być dostępne w Chinach od 2 sierpnia i na razie nic nie wiadomo o premierze w innych krajach. Pierwsze recenzje zapewne pokażą, czy warto na nią czekać.

Mi Notebook Air

33

Legendary zapowiada aktorską adaptację „Life is strange”

No i w sumie na razie… to tyle. Trwają poszukiwania scenarzysty, nie wiadomo absolutnie nic o reżyserze (nie wspominając już o castingu).

„Life is strange” to szeroko nagradzana, epizodyczna gra opowiadająca historię Max – nieśmiałej, introwertycznej dziewczyny, która wraca na studia do rodzinnego miasteczka, odnawia przyjaźń z dawną znajomą, szuka swojego miejsca w świecie i… odkrywa, że potrafi cofać czas.

To takie skrzyżowanie „Twin Peaks” z „Przystankiem Alaska” i… bo ja wiem, „X-Files”? W każdym razie gra, mimo pozornie sielankowego nastroju, mocno porusza i zachęca do przemyślenia sobie kilku rzeczy na temat życia.

Na serial pewnie przyjdzie nam dość długo poczekać, ale kilka dni wcześniej pojawiła się inna wiadomość: pierwszy epizod oryginału jest teraz dostępny za darmo, więc jeśli dotąd nie mieliście okazji spróbować, to pojawił się dobry moment.

Legendary Digital Studios to adapt Life Is Strange™ into digital series

34

Podcast: złap je wszystkie!

W ramach przerwy między sezonami wracamy z kolejnym odcinkiem specjalnym podcastu! Tym razem mówimy o fenomenie i rzekomych zagrożeniach związanych z „Pokémon GO”.

35

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #6

Przed nami finał najdłuższej serii w historii „Złych książek”! Zapraszam na szóstą, ostatnią część analizy powieści Katarzyny Michalak pt. „Rok w Poziomce”.

36

Pięć najgłupszych komentarzy na temat „Pokémon GO”

„Pokémon GO” to gra, która wyciąga ludzi z domu na długie spacery i pozwala im poznać nowych znajomych. Myśleliście, że media nie znajdą sposobu na pisanie o tym tak, by brzmiało to źle?

37

Listy do Pawła #4: Domowy sposób na cytologię

Dawno nie było „Listów do Pawła”, ale co się odwlecze… wracam do Was z programem, w którym udzielam profesjonalnych porad psychologicznych za darmo.

38

Lubicie „Pokémon GO”? Sprawdźcie też „PokéMMO”

Moda na łapanie Pokémonów za pomocą telefonów komórkowych to dobry moment na przypomnienie „PokéMMO”, fanowskiego projektu zmieniającego klasyczą grę z Game Boya w komputerowe RPG online.

39

Nowe logo Mastercard

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie doczekała się odświeżenia logo. Jest teraz prostsze, bardziej współczesne i nieco mniej nadęte. Znacznie czytelniej wygląda też w mniejszych formach. Podoba mi się, bo choć wprowadza wiele istotnych poprawek, to zachowuje klimat poprzedniej wersji (pod linkiem znajdziecie ich porównanie). Za projekt odpowiada Pentagram.

MasterCard Explains Its New Logo, Both What’s New and What Isn’t

40

Złe książki: „Harry Potter” #2

Kolejny epizod „Złych książek” to ciąg dalszy analizy mojej ulubionej lektury z dzieciństwa. Dziś odkrywam, że niemal wszyscy jej bohaterowie to straszni rasiści.

41

Superbook: urządzenie za $99, które obiecuje, że zmieni smartfona w laptopa

Nazywa się Superbook. Wygląda trochę jak MacBook. Kosztuje niewiele i zmienia smartfona w laptopa. Mam wrażenie, że to wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe.

Na czym polega pomysł? Superbook wygląda jak mały laptop, ale tak naprawdę nie jest samodzielnym komputerem. Działa dopiero po podłączeniu do niego smartfona z Androidem. Korzysta z jego mocy obliczeniowej, ale w środku ma własną baterię i zapewne kawałek pamięci, na którym trzyma zmodyfikowaną wersję systemu czy własne aplikacje.

Póki co dostępne jest kilka zdjęć i demo, ale nie pokazują one tego co najważniejsze – szybkości urządzenia. To, że jest w stanie uruchamiać wiele aplikacji na raz nie oznacza jeszcze, że będzie na tyle sprawny, żeby wystarczyć do codziennej pracy. Z drugiej strony smartfony są szybsze z roku na rok, więc w tej kwestii będzie tylko lepiej.

Wrażenie robi (i budzi zarazem nieufność) cena. $99 za coś takiego brzmi wręcz podejrzanie dobrze. Projekt ma już wkrótce ruszyć na Kickstarterze, więc zapewne wtedy dowiemy się więcej.

The Superbook

42

Tak, jest problem z oznaczaniem reklam na YouTube, a afera w USA może pomóc go rozwiązać

Federalna Komisji Handlu w USA ujawniła przekręty we współpracy Warner Bros z amerykańskimi youtuberami. Na czym polega afera? Zasadniczo na tym, co na polskim YouTube jest codziennością.

43

Dlaczego boimy się chcieć więcej niż „to co wszyscy”?

Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. To oczywiste, prawda? Mimo to często zachowujemy się tak, jakbyśmy byli (albo przynajmniej powinni być).

44

Od teraz Snapchat pozwala publikować archiwalne zdjęcia

Zbliża się ciekawy okres w rozwoju Snapchata. Podbicie rynku to dopiero początek – teraz trzeba przekuć to w coś więcej, niż przejściową modę. A to oznacza zmiany i kompromisy.

45

Nie, nie będzie ósmej części „Harry'ego Pottera”

Kontynuacja „Harry’ego Pottera” w formie sztuki teatralnej to fajna sprawa. Udawanie, że to książka, żeby wyciągnąć kasę od nieświadomych czytelników – niekoniecznie.

46

Amundsen Music Expedition: wygraj bilety na koncert Rihanny w Warszawie!

Rihanna to taka „gwiazdka jednego sezonu”, której „sezon” trwa już ponad dekadę. Jak to możliwe i czego możemy się dzięki temu nauczyć?

47

80 świetnych plakatów w wersji bez napisów

Fantastyczny zestaw, w sam raz jeśli szukacie czegoś na facebookowe Cover Photo ;) Osiemdziesiąt plakatów w wysokiej rozdzielczości i bez napisów – jest tu m.in. „Powrót do przyszłości”, „Obcy”, „Łowca androidów” czy „Brudny Harry”. Obejrzyjcie koniecznie.

80 hi-res, textless posters (some of my favorites)

48

Sopot walczy z półnagimi turystami na ulicach

Gazeta.pl o działaniach Sopotu:

Miasto nie ma możliwości zakazania chodzenia z nagim torsem. Jednak „gołe klaty” na ulicach, w parkach i ogródkach gastronomicznych nie podobają niektórym mieszkańcom i turystom. Już wcześniej restauracje samodzielnie upominały gości, by wchodzili do nich ubrani.

Teraz kampanię społeczną dotyczącą sprawy zorganizuje miasto. Ma ona przekonać, że miejscem na nagi tors czy strój kąpielowy jest plaża, nie centrum miasta.

Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, doszedłem do wniosku, że to wcale nie jest taka prosta sprawa. Moją pierwszą myślą było: jestem za, nic mnie tak nie wkurza w turystycznych miejscowościach (łącznie z tymi górskimi), jak panowie w średnim wieku chodzący w przykrótkich gaciach, ze skarpetami do sandałów i w niczym więcej. Albo nastolatkowie, jakby wyrwani z „Warsaw Shore”, eksponujący swoje mięśnie przed samicami.

Z drugiej strony wiele zależy od, powiedzmy, estetyki. Bo nie irytuje mnie sama nagość, tylko raczej to co jest jej powodem. A u wielu powodem jest to, że ściągnięcie koszulki to ich jedyny sposób na poradzenie sobie z potem i niekoniecznie przyjemnymi zapachami. Sposób, dodajmy, średnio efektywny.

Sopot nie chce „gołych klat” na ulicach. Powinno się potępiać chodzenie po mieście bez koszulki?

49

Dużo klasycznego „Star Treka” w polskim Netfliksie

Piotr Matusz:

Wraz z końcem czerwca Netflix udostępnił wszystkie seriale Star Trek i to kompletne. Mamy więc TOS (3 sezony), TNG (7 sezonów), DS9 (7 sezonów), Voyager (7 sezonów), Enterprise (4 sezony) i TAS (2 sezony). Napisów do odcinków na razie nie ma, ale patrząc na inne produkcje, które pojawiały się bez tłumaczeń, to jest to tylko kwestia czasu.

To jest naprawdę dobra wiadomość. Czas sobie zrobić powtórkę The Next Generation.

Star Trek w Netflixie! Dużo Star Treka!

50

10 000 fanów „Złych książek” na Facebooku i wywiad z Katarzyną Michalak

Moja youtubowa seria „Złe książki” dorobiła się 10 000 fanów na Facebooku! Z tej okazji wypuściłem specjalne wideo…

Wow! Jeszcze Ci mało? Zajrzyj do Reading List, gdzie polecam teksty z innych blogów. A jeśli Ci się tu podoba, polub mój fanpage na Facebooku.

Miło, że wpadliście!

Naprawdę się cieszę, że tu jesteście, ja po prostu mam taką twarz. Nazywam się Paweł Opydo i jestem autorem tego bloga. Od września 2014 to moje główne źródło utrzymania i sposób na życie. Poza czytaniem mnie tutaj możecie oglądać mnie na YouTube i słuchać mojego podcastu.

Jeśli klikniecie te trzy kreseczki w lewym górnym rogu strony, znajdziecie linki do innych rzeczy, które robię, np. Snapchata, Instagrama czy Reading List – mojej listy polecanych blogów.

Mój fanpage

Fanpage to nie tylko informacje o nowych tekstach na blogu, ale też moje wideo, krótkie przemyślenia i przede wszystkim zdjęcia moich kotów.

Kontakt i reklama

Informacje na mój temat, statystyki bloga i formy współpracy z markami. Jeśli jesteś nią zainteresowany, skieruj się właśnie tu.
Partnerzy technologiczni:
img
img
img