Jak zamaskować brak treści urwanymi kończynami, czyli recenzja „Miasta 44”

Pomysł na film: rzuć widzowi raz na kwadrans w twarz urwaną kończyną to może nie zauważy, że ogląda produkcję bez fabuły.

Zanim przejdę do recenzji „Miasta 44” Jana Komasy podzielę się z Wami moją teorią na temat rodzimego przemysłu filmowego. Uważam, że jeżeli chodzi o szeroko pojęte kino masowe (a nie artystyczne etiudy) to cierpimy na przerost ambicji. To znaczy: jako naród tak bardzo pragniemy własnej produkcji na hollywoodzkim poziomie, że staje się to dla nas problemem.

Oto bowiem twórcy – w odpowiedzi na owo pragnienie – starają się hollywoodzką produkcję dostarczyć. A że to fizycznie niemożliwe, bo nie ma ani środków, ani scenariusza, ani całej tej machiny? To nic – zawsze można zrobić hollywoodzki trailer a gawiedź ruszy tłumnie do kina. Bo tak jest tego kinowego cudu nad Wisłą spragniona, że będzie chciała sprawdzić, czy to już.

A jeśli to nie już? No cóż: ambicje czymś karmić trzeba, więc będziemy udawać. W tym momencie naród lubi sobie obniżać poziom trudności sprowadzając wszystko do „polskich realiów”. Tworzymy takie sobie filmy, które są dobre „jak na polskie realia”. Robimy takie sobie gry, które „jak na polskie realia” dają radę. Próbujemy sobie udowodnić, że jesteśmy światowi, ale robimy to z założeniem, że w Polsce powinniśmy mieć łatwiej, bo mamy swoje „realia”.

Ja się z tym nie zgadzam, bo dochodzimy tu do kuriozalnej sytuacji, w której „Miasto 44” próbuje nam się sprzedać jako hollywoodzki film w polskich warunkach. Czyli w sumie nie taki hollywoodzki.

Dobra, ale nie uprzedzajmy faktów. Miała być recenzja. A, właśnie: tekst zawiera spoilery, ale nie są one jakieś szczegółowe, bo i średnio jest co spoilerować – film jest trochę o niczym. Ale nie uprzedzajmy faktów!

Klocki ładne, ale konstrukcja…

Trudno opisać „Miasto 44”, bo nie jest jednoznacznie produkcją słabą. Składa się zasadniczo z całkiem niezłych, niebrzydkich klocków, które dopiero po złożeniu tworzą sypiącą się konstrukcję.

No bo tak: film jest bardzo sprawny realizacyjnie. Zarówno jeśli chodzi o scenografię, efekty, montaż jak i całkiem solidne aktorstwo (na tyle na ile umożliwił to scenariusz). Trzyma klimat, robi momentami wrażenie i tak dalej. Widać, że twórcy nieco eksperymentowali wstawiając do niego nietypowe sekwencje, ujęcia, pojedyncze wątki i tak dalej.

Żeby nadać kontekst ciągu dalszemu tego tekstu, opowiem Wam bardzo ogólnie jak całość jest skonstruowana. W ciągu pierwszych kilkudziesięciu minut oglądamy reklamy. Potem przez kilka minut oglądamy logo sponsorów. Potem przez kilka minut oglądamy wyświetlające się na ekranie informacje na temat powstania, skopiowane z Wikipedii. Twórcy chyba liczyli, że je dokładnie zapamiętamy, bo potem już w żaden sposób nie pokazują nam umiejscowienia fabuły w czasie.

Dowiadujemy się też ile ton gruzu przywieziono na plan, co ma nam dowieść, że mamy do czynienia z filmem wielkim i należy do niego podchodzić z odpowiednią czcią. Nie żartuję w tym momencie. Kiedy już mocno poirytowani tym wszystkim bardzo chcemy dać sobie spokój i wyjść z kina, po czterdziestu minutach zaczyna się film właściwy.

Jest on w zasadzie podzielony na dwa akty: historię przed powstaniem i w jego trakcie. W pierwszym akcje poznajemy bohaterów. Wszystko kręci się wokół Stefana, mieszkającego z matką i młodszym bratem młodzieńca, który okupację chce przeżyć spokojnie w nic się nie mieszając. Nagle postanawia zostać członkiem podziemia bez żadnego wyraźnego powodu, pomiędzy jedną a drugą sceną.

W otoczeniu tegoż bohatera znajdują się dwie zainteresowane nim kobiety: brunetka – ostra, pewna siebie – i blondynka – delikatna, nieśmiała. Poza tym jest jeszcze paru kolegów, których w zasadzie można określić tymi samymi przymiotnikami, trochę jak te mniej ważne krasnoludy w „Hobbicie”. Taki bohater zbiorowy pod tytułem „grupa powstańców”.

Już w tym momencie widać, że postaci są wycięte z kartonu i nie spodziewajcie się, że to się zmieni, bo jeśli chodzi o ich rozwój… to by było na tyle. Ale o tym później.

Ta część jest strasznie nudna, ale ma jedną cechę, której później w filmie szukać próżno: fabułę. Nie wiemy na czym ona tak do końca polega ani do czego prowadzi (bohater traci pracę… bohaterowie pływają nad Wisłą… zresztą, jest streszczona w zwiastunie), ale jest. Potem wybucha powstanie i w kwestii historii już nic się nie dzieje.

Drugi akt filmu, który zaczyna się mniej więcej od pierwszej śmierci powstańca (i uświadomienia sobie przez bohaterów, że to nie zabawa, co jest chyba ostatnim istotnym elementem narracji) to bowiem prezentacja kolejnych walk, ucieczek, śmierci, ran, szpitali, podziemi, krwi, kanałów, wybuchów, krwi, śmierci, urwanych kończyn, ran i tak dalej i tak dalej. Brakuje tylko jednego. Sensu.

Bardzo długi teledysk gore

Wiecie, to jest tak: gdyby wyciąć z „Miasta 44” jakiekolwiek elementy fabularne pozostawiając tylko sceny cierpienia i wojny, to… niewiele byśmy stracili. Powstałoby coś w rodzaju nieco krótszego od oryginału teledysku gore. Problem w tym, że ja oczekuję od filmu czegoś więcej. Jakiejś historii. Narracji. Zmiany w bohaterach. Emocji. Nie dostałem tego.

Jestem pewien, że co do braku emocji masa ludzi się nie zgodzi. Tyle, że ja nie lubię w kinie taniego wciskania tychże w gardło. Dlatego nie przepadam za „Zieloną Milą” – bo to film obliczony na to, żeby wywołać wzruszenie i łzy.

„Miasto 44” to dla odmiany film obliczony na wywołanie szoku. Robi to prostymi metodami i na tym polega jego słabość. Bo o ile widok dziecka, które umiera parę minut po pojawieniu się na ekranie może faktycznie uderzyć, to za trzecim razem nie robi takiego wrażenia.

W środku dostajemy całą masę drobnych sekwencji, które mają nas walić po głowie przekazem. Lekarz zabija niemieckiego jeńca (jak to, lekarz powinien ratować, ale ta wojna zła…), ojciec zostawia płaczące niemowlę (jak to, powinien się opiekować, ale ta wojna zła…), polski żołnierz próbuje zgwałcić bohaterkę (zbrodnie nawet wśród sojuszników, ale ta wojna zła…), niemiecki żołnierz oszczędza bohatera (po obu stronach byli dobrzy ludzie, ale ta wojna zła…) i tak dalej i tak dalej.

Tyle że wszystkie te sceny są wrzucone w fabułę znikąd, nic z nich za bardzo nie wynika i kończą się jakimś deus ex machina (lekarz zostaje wyprowadzony, dziecko umiera, gwałciciel dostaje w łeb i tyle go widzieli, Niemiec sobie idzie). Mają w sobie tyle artyzmu co jednorazowe chusteczki, służą tylko i wyłącznie do wysmarkania nosa i wyrzucenia do kosza. Brakuje im ciągu przyczynowo-skutkowego, nie uczą niczego bohaterów, po prostu: mają za zadanie utrzymać widza w permanentnym szoku w możliwie prosty sposób. Gdyby były serwowane oszczędnie to pewnie bym nawet nie zwrócił uwagi, ale pojawiają się co kwadrans.

Bohaterowie są rzucani tu i tam, trafiają do kolejnych szpitali, kanałów, obozów i tak dalej. Wszędzie krew, brud i urwane kończyny. Nie ma za to nic a nic treści.

Wizualno-montażowe eksperymenty też nie zawsze dają radę. Jest ich bowiem tak wiele, że zaczynają przypominać autoparodię. Jeśli w filmie pojawia się sekwencja w zwolnionym tempie, kiedy bohater biegnie wśród kul i umierających ludzi przy dźwiękach „Dziwny jest ten świat”, to wygląda to fenomenalnie – ale jeśli widzę podobny trik po raz piąty, to mówię: „ile jeszcze?!”.

W pewnym momencie uświadamiamy sobie, że jeśli tylko na ekranie pojawi się nowa postać i jej osobie jest poświęcone więcej niż trzydzieści sekund, to prawdopodobnie za chwilę zginie. Najlepiej obryzgując kogoś krwią albo zostawiając za sobą jakąś urwaną kończynę. Znowu: trzeba utrzymać widza w nieustannym szoku, bo może wtedy nie zauważy, że ogląda film o niczym.

Film o niczym

Zauważyliście może, że nie opowiadam co dalej dzieje się z bohaterami? To dlatego, że nic się nie dzieje. W momencie rozpoczęcia tego, co nazwałem wyżej aktem drugim zostają oni zdegradowani do roli osób, które wskazujemy palcem pomiędzy tymi wybuchami, ludzkimi wnętrznościami i brudem, mówiąc „o, to ten, tego znam!”.

Ba, więcej – Stefan przez połowę filmu zachowuje się jak osoba z autyzmem. Doznaje bowiem szoku i przestaje mówić. Tak gdzieś w jednej trzeciej filmu. W efekcie nie wiemy nawet, czy kocha swoją plakatową wybrankę, bo zajmuje się głównie łażeniem za nią i patrzeniem w ziemię. Potem dziewczynę opuszcza (bez wyraźnego powodu, zgadliście) i idzie do łóżka z inną, gdyż bo tak. Serio.

Wtedy właśnie dostajemy słynną już scenę seksu przecinaną sekwencjami walki z dubstepową muzyką, która jest zaskakująco ładna (trochę jak z „Fight Clubu”), ale nie ma żadnego sensu. Nie wynika z żadnego elementu fabuły, z niej też nic nie wynika, ot: po prostu jest bo jest. Bo tak sobie twórcy wymyślili.

Jak na polskie warunki…

Fakt jest taki, że jeżeli klikniecie sobie zwiastun, który wrzuciłem trochę wyżej, to zobaczycie w nim dokładnie wszystkie istotne sekwencje fabularne filmu – i to w niemal chronologicznej kolejności. Dodajcie do tego 1,5 godziny strzelania, krwi, wybuchów i brudu – ot, całe dzieło.

Film nie zajmuje też żadnego stanowiska na temat powstania ani nie pokazuje jego dwuznaczności. Niezbyt dobrze mówi nam o co w tym wszystkim chodziło, a jeżeli ktoś nie jest z Warszawy i nie zna dobrze jej topografii, to w ogóle nie wie gdzie, co i kiedy ma miejsce.

Jestem pewien, że produkcja otrzyma masę pozytywnych recenzji. Bo trochę głupio, żeby się nie podobał w naszym kraju. Otrzymujemy przecież względnie realistyczną, szokującą wizję powstania.

Tylko, że – wracając do wątku poruszonego na początku – nie chcę go oceniać „jak na polskie warunki”. Chcę go ocenić jako film, bez oglądania się na historię i to, co wypada a czego nie. A oceniane w ten sposób „Miasto 44” się niestety nie broni.

P.S. Zajrzyjcie też na blog Agaty i zjedźcie do punktu „Miasto 44 absurdów” – chciałem napisać coś podobnego, ale to jest świetne więc nie muszę.

P.P.S. Darujcie sobie proszę komentarze o treści „ej, a mnie się podobała scena…” – ja wiem, że się podobała. Napisałem to wyżej. Film jest pełen bardzo fajnych, momentami wręcz doskonałych, pojedynczych scen. Gdyby ktoś wyciął z niego losowe pięć minut i mi pokazał to prawdopodobnie uznałbym to za fragment jakiejś dobrej produkcji. Problem w tym, że te fragmenty złożone do kupy tworzą słabą całość.

2.0
2
To po prostu zbiór pojedynczych scen, które same w sobie bywają wręcz doskonałe, ale złożone do kupy tworzą męczącą, powtarzalną, generyczną całość opartą na szokowaniu widza w kółko tymi samymi, tanimi sztuczkami.
01

Pomyśl zanim skomentujesz

Z jakiegoś powodu ludzie w internecie mają niesamowitą, niepowstrzymaną tendencję do komentowania wszystkiego co zobaczą.

Film zainspirowany kilkoma ostatnimi dniami w internecie i kilkoma komentarzami na Facebooku. Sprawdźcie, może znajdziecie w nim swoje wypowiedzi ;)

YOUTUBE: POMYŚL zanim skomentujesz

02

Nie lubię tańczyć

Muszę przyznać Wam się do czegoś wstydliwego…

03

Podcast #62 - Ciemniejsza strona Greya

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy o ekranizacji drugiej części trylogii o Christianie Greyu, czyli o filmie „Ciemniejsza strona Greya”.

Jak zareklamować jacht? Jak to jest rozbijać się helikopterem? Do czego przyda się kamizelka kuloodporna ze szminki? Słuchajcie!

Podcast #62 – Ciemniejsza strona Greya / Soundcloud / iTunes

04

Podcast #61 - Sherlock, sezon czwarty

Po kilku tygodniach przerwy wracamy z nowym sezonem podcastu. W pierwszym odcinku: dyskusja o najnowszych odcinkach „Sherlocka” BBC.

Od tego sezonu postanowiłem publikować odcinki na moim kanale na YouTube. Oczywiście nadal możecie słuchać go na Soundcloud (albo w dowolnej aplikacji podcastowej), ale ta forma pozwala dotrzeć nam do szerszego grona odbiorców. W każdym razie: witamy w nowym sezonie i zapraszamy co piątek!

Podcast #61 – Sherlock, sezon czwarty / Soundcloud / iTunes

05

Uważam, że ludzie powinni nie mieć nóg. Wtedy nie mogą odejść.

Mój najnowszy film o sensie życia i o tym, czy szczęście pasuje mi do lifestylu.

06

Najbardziej przeceniana cecha

Skromność. Nasze społeczeństwo ma na jej punkcie bzika. Problem zaczyna się w momencie, kiedy źle rozumiana skromność przeradza się w cechy, które z pozytywnymi nie mają wiele wspólnego.

07

Nie jesteś jedynym rodzajem człowieka

Każdy patrzy na świat ze swojej własnej perspektywy – to zupełnie naturalne. Tyle że jeśli nie jesteś debilem to powinieneś wiedzieć, że nie wszyscy ludzie są tacy sami jak Ty.

08

Podcast: Wigilia podcasterów

Wprawdzie tydzień temu zakończyliśmy czwarty sezon „Zombie vs Zwierz”, ale zgodnie z zapowiedzią nie była to ostatnia w tym roku okazja na usłyszenie nas! Zapraszamy do świątecznego odcinka specjalnego.

09

5 sposobów na ułatwienie sobie bycia legalnym w internecie

Wbrew pozorom nie jest tak, że mamy wybór jedynie pomiędzy wydawaniem ogromnych pieniędzy na legalne źródła a piraceniem. Dziś porozmawiamy o tym, jak ułatwić sobie życie w świecie legalnego oprogramowania i multimediów.

10

Podcast #60: Wielki finał!

Na koniec sezonu podcastu mamy dla Was jak zawsze coś specjalnego – tym razem jest to aż półtoragodzinny odcinek… o nas.

11

10 pomysłów na prezenty dla geeków (+ konkurs)

Zbliżają się święta a to oznacza konieczność dokonania prezentowych zakupów. Dziś mam dla Was dziesięć pomysłów na geekowe prezenty, a do tego konkurs z zestawami Oral-B Genius do wygrania.

12

Podcast #59: W świecie fanfiction

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy o fanfiction. Skąd w ludziach potrzeba dopisywania swoich fragmentów znanych historii? Czy wydawanie fanfików w formie książek to dobry pomysł? Jakie fanfiki mają na swoim koncie Wasi ulubieni prowadzący?

13

Czy feminizm kończy się, kiedy trzeba wnieść lodówkę na piętro?

W dzisiejszym odcinku programu o Pawle irytującym się ludzką głupotą porozmawiamy sobie o jednym z moich ulubionych żarcików na temat feminizmu.

14

Złe książki: „After. Płomień pod moją skórą” #2

W kolejnym odcinku analizy książki „After” możecie się spodziewać przede wszystkim „więcej”. Więcej dramy, więcej emocji, więcej fragmentów pozbawionych sensu.

15

Podcast #58: Kołczing

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o „kołczingu”, „pop-coachingu”, czy jakkolwiek nazwiecie tę traktowaną raczej pejoratywnie mutację coachingu, której nawet faktyczni coache się wstydzą. Skąd to się wzięło? Dlaczego może być potencjalnie niebezpieczne? Co powinno się z tym zrobić?

16

Podcast #57: Fantastyczni podcasterzy!

W dzisiejszym odcinku wracamy do świata „Harry’ego Pottera”. W pierwszej części dyskutujemy o wydanym niedawno scenariuszu sztuki „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”, w drugiej: o filmowym spin-offie serii w postaci produkcji „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

17

O dotykaniu Justina Biebera

Internet obiega nagranie ze Snapchata młodej youtuberki, która z nieukrywanym wzruszeniem opowiada o swoim spotkaniu z Justinem Bieberem. Komentatorzy już wieszczą koniec świata.

18

Co to jest gender?

Gender w naszym kraju jest słowem-wytrychem. Pewnej grupie ludzi kojarzy się z wszystkim, co uważają za „złe”. Co to tak naprawdę znaczy?

19

Podcast #56: Zabawa w wojnę

W najnowszym odcinku podcastu rozmawiamy o wojnie. Konkretniej: o tym, czy można się bawić w wojnę czy jednak nie wypada.

20

Podcast #55: O reklamie w internecie

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy o czymś, co prawdopodobne nie leży w sferze zainteresowań większości z Was, ale z całą pewnością w jakiś sposób Was dotyka.

21

Podcast #54: Doktor Strange, Tarzan i klata Benedicta Cumberbatcha

W najnowszym odcinku dołączył do nas Ichabod, by w końcu dostarczyć Wam obiecaną, drugą część rozważań superbohaterskich.

22

Podcast #53: Rant o feminizmie

Dawno nie było żadnego feministycznego rantu, a kolejny odcinek podcastu Zombie vs Zwierz to dobre miejsce na taki show!

23

Podcast #52: Czego powinniśmy wymagać od kina rozrywkowego?

W najnowszym odcinku podcastu staramy rozprawić się z mitem, że od kina rozrywkowego nie możemy niczego wymagać, bo przecież „to tylko zabawa”.

24

Dlaczego parking „dla kobiet” to seksizm?

W poznańskiej galerii Malta znajduje się specjalnie przygotowany parking… dla kobiet. Miejsca na nim są szersze. Bo wiecie, kobiety nie potrafią jeździć.

25

Podcast #51: Dlaczego bawią nas złe filmy?

W najnowszym odcinku podcastu rozmawiamy o tym, dlaczego czasem lubimy oglądać filmy o rekinach i dlaczego „The Room” i „Pamiętniki z wakacji” są super.

26

Złe książki: „After. Płomień pod moją skórą” #1

Książka Anny Todd (znanej również pod pseudonimem Imaginator1D) to erotyczny romans dla młodzieży na podstawie fanfiction o zespole One Direction. Co mogło pójść nie tak?

27

Podcast #50: Superheros też człowiek

W dzisiejszym odcinku podcastu pochylamy się nad tematem superbohaterów. Kim tak naprawdę jest superheros? Czy może brać pieniądze za swoją pracę? Czy musi zajmować się ratowaniem świata?

28

Podcast #49: Zwierz, Mysz i reprezentacja

Dzisiejszy odcinek podcastu jest bardzo specjalny, bo to pierwszy epizod „Zombie vs Zwierz”… bez zombie!

29

Podcast #48: Na żywo na Coperniconie

Dzisiejszy odcinek jest niemal godzinnym zapisem naszego spotkania z słuchaczami na Coperniconie.

30

Co się stanie, kiedy w „Harrym Potterze” zmienisz słowo „różdżka” na „penis”?

Pytanie zawarte w tytule pojawiło się w internecie wiele lat temu, jako pretekst do zabawy polegającej na wyszukiwaniu kolejnych dwuznacznych cytatów. Za namową widzów sprawdzam, jak to wszystko brzmi po polsku.

31

Podcast #47: Terror spoilerów!

Uwaga, odcinek zawiera straszne spoilery do filmów sprzed kilkudziesięciu lat!

32

Amundsen Music Expedition: wygraj bilety na koncert The Cure w Łodzi!

20 października w Łodzi zagra zespół The Cure. We współpracy z marką Amundsen będę miał dla Was pięć podwójnych zaproszeń na to wydarzenie. O tym jednak przeczytacie na końcu tekstu. Teraz porozmawiamy sobie chwilę o szukaniu szczęścia w życiu. Brzmi górnolotnie, co?

33

Recenzja: „Smoleńsk”

Wybrałem się do kina na „Smoleńsk”, bo brakowało mi recenzji, które oceniają ten film jako film – nie jako manifest polityczny.

34

Podcast #46: W piekle minimalizmu

Po nietypowo długiej przerwie podcast „Zombie vs Zwierz” wraca z czwartym sezonem!

35

Złe książki: Youtuberzy czytają „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (i nie tylko)

Z okazji przekroczonych niedawno 20 000 subskrypcji poprosiłem znajomych youtuberów o pomoc w nagraniu specjalnego odcinka „Złych książek”. Fragmenty „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, powieści Katarzyny Michalak czy „Wszystkich odcieni czerni” Ilony Felicjańskiej zaprosiłem… cóż, tyle osób, że nie chce mi się wymieniać ;) Poza tym chyba lepiej, żeby była to dla Was niespodzianka. Miłego oglądania! Subskrybujcie tutaj.

ZŁE KSIĄŻKI: Youtuberzy czytają „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (i nie tylko)

36

Karmienie piersią w miejscach publicznych to kwestia edukacji

Na YouTube znajdziecie vlog, w którym poruszam głośny ostatnio temat karmienia piersią w miejscach publicznych. Swoją drogą – poruszam ostatnio na moim kanale nieco poważniejsze tematy, które wcześniej pojawiały się głównie na blogu. To kolejny etap moich stopniowych przenosin na format wideo. Koniecznie zasubskrybujcie kanał, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

VLOG: Karmienie piersią w miejscach publicznych to kwestia edukacji

37

Podcast: złap je wszystkie!

W ramach przerwy między sezonami wracamy z kolejnym odcinkiem specjalnym podcastu! Tym razem mówimy o fenomenie i rzekomych zagrożeniach związanych z „Pokémon GO”.

38

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #6

Przed nami finał najdłuższej serii w historii „Złych książek”! Zapraszam na szóstą, ostatnią część analizy powieści Katarzyny Michalak pt. „Rok w Poziomce”.

39

Pięć najgłupszych komentarzy na temat „Pokémon GO”

„Pokémon GO” to gra, która wyciąga ludzi z domu na długie spacery i pozwala im poznać nowych znajomych. Myśleliście, że media nie znajdą sposobu na pisanie o tym tak, by brzmiało to źle?

40

Listy do Pawła #4: Domowy sposób na cytologię

Dawno nie było „Listów do Pawła”, ale co się odwlecze… wracam do Was z programem, w którym udzielam profesjonalnych porad psychologicznych za darmo.

41

Złe książki: „Harry Potter” #2

Kolejny epizod „Złych książek” to ciąg dalszy analizy mojej ulubionej lektury z dzieciństwa. Dziś odkrywam, że niemal wszyscy jej bohaterowie to straszni rasiści.

42

Superbook: urządzenie za $99, które obiecuje, że zmieni smartfona w laptopa

Nazywa się Superbook. Wygląda trochę jak MacBook. Kosztuje niewiele i zmienia smartfona w laptopa. Mam wrażenie, że to wygląda zbyt pięknie, żeby było prawdziwe.

Na czym polega pomysł? Superbook wygląda jak mały laptop, ale tak naprawdę nie jest samodzielnym komputerem. Działa dopiero po podłączeniu do niego smartfona z Androidem. Korzysta z jego mocy obliczeniowej, ale w środku ma własną baterię i zapewne kawałek pamięci, na którym trzyma zmodyfikowaną wersję systemu czy własne aplikacje.

Póki co dostępne jest kilka zdjęć i demo, ale nie pokazują one tego co najważniejsze – szybkości urządzenia. To, że jest w stanie uruchamiać wiele aplikacji na raz nie oznacza jeszcze, że będzie na tyle sprawny, żeby wystarczyć do codziennej pracy. Z drugiej strony smartfony są szybsze z roku na rok, więc w tej kwestii będzie tylko lepiej.

Wrażenie robi (i budzi zarazem nieufność) cena. $99 za coś takiego brzmi wręcz podejrzanie dobrze. Projekt ma już wkrótce ruszyć na Kickstarterze, więc zapewne wtedy dowiemy się więcej.

The Superbook

43

Tak, jest problem z oznaczaniem reklam na YouTube

Federalna Komisji Handlu w USA ujawniła przekręty we współpracy Warner Bros z amerykańskimi youtuberami. Na czym polega afera? Zasadniczo na tym, co na polskim YouTube jest codziennością.

44

Dlaczego boimy się chcieć więcej niż „to co wszyscy”?

Nie wszyscy jesteśmy tacy sami. To oczywiste, prawda? Mimo to często zachowujemy się tak, jakbyśmy byli (albo przynajmniej powinni być).

45

Od teraz Snapchat pozwala publikować archiwalne zdjęcia

Zbliża się ciekawy okres w rozwoju Snapchata. Podbicie rynku to dopiero początek – teraz trzeba przekuć to w coś więcej, niż przejściową modę. A to oznacza zmiany i kompromisy.

46

Nie, nie będzie ósmej części „Harry'ego Pottera”

Kontynuacja „Harry’ego Pottera” w formie sztuki teatralnej to fajna sprawa. Udawanie, że to książka, żeby wyciągnąć kasę od nieświadomych czytelników – niekoniecznie.

47

Amundsen Music Expedition: wygraj bilety na koncert Rihanny w Warszawie!

Rihanna to taka „gwiazdka jednego sezonu”, której „sezon” trwa już ponad dekadę. Jak to możliwe i czego możemy się dzięki temu nauczyć?

48

80 świetnych plakatów w wersji bez napisów

Fantastyczny zestaw, w sam raz jeśli szukacie czegoś na facebookowe Cover Photo ;) Osiemdziesiąt plakatów w wysokiej rozdzielczości i bez napisów – jest tu m.in. „Powrót do przyszłości”, „Obcy”, „Łowca androidów” czy „Brudny Harry”. Obejrzyjcie koniecznie.

80 hi-res, textless posters (some of my favorites)

49

Sopot walczy z półnagimi turystami na ulicach

Gazeta.pl o działaniach Sopotu:

Miasto nie ma możliwości zakazania chodzenia z nagim torsem. Jednak „gołe klaty” na ulicach, w parkach i ogródkach gastronomicznych nie podobają niektórym mieszkańcom i turystom. Już wcześniej restauracje samodzielnie upominały gości, by wchodzili do nich ubrani.

Teraz kampanię społeczną dotyczącą sprawy zorganizuje miasto. Ma ona przekonać, że miejscem na nagi tors czy strój kąpielowy jest plaża, nie centrum miasta.

Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, doszedłem do wniosku, że to wcale nie jest taka prosta sprawa. Moją pierwszą myślą było: jestem za, nic mnie tak nie wkurza w turystycznych miejscowościach (łącznie z tymi górskimi), jak panowie w średnim wieku chodzący w przykrótkich gaciach, ze skarpetami do sandałów i w niczym więcej. Albo nastolatkowie, jakby wyrwani z „Warsaw Shore”, eksponujący swoje mięśnie przed samicami.

Z drugiej strony wiele zależy od, powiedzmy, estetyki. Bo nie irytuje mnie sama nagość, tylko raczej to co jest jej powodem. A u wielu powodem jest to, że ściągnięcie koszulki to ich jedyny sposób na poradzenie sobie z potem i niekoniecznie przyjemnymi zapachami. Sposób, dodajmy, średnio efektywny.

Sopot nie chce „gołych klat” na ulicach. Powinno się potępiać chodzenie po mieście bez koszulki?

50

Dużo klasycznego „Star Treka” w polskim Netfliksie

Piotr Matusz:

Wraz z końcem czerwca Netflix udostępnił wszystkie seriale Star Trek i to kompletne. Mamy więc TOS (3 sezony), TNG (7 sezonów), DS9 (7 sezonów), Voyager (7 sezonów), Enterprise (4 sezony) i TAS (2 sezony). Napisów do odcinków na razie nie ma, ale patrząc na inne produkcje, które pojawiały się bez tłumaczeń, to jest to tylko kwestia czasu.

To jest naprawdę dobra wiadomość. Czas sobie zrobić powtórkę The Next Generation.

Star Trek w Netflixie! Dużo Star Treka!

Wow! Jeszcze Ci mało? Zajrzyj do Reading List, gdzie polecam teksty z innych blogów. A jeśli Ci się tu podoba, polub mój fanpage na Facebooku.

Miło, że wpadliście!

Naprawdę się cieszę, że tu jesteście, ja po prostu mam taką twarz. Nazywam się Paweł Opydo i jestem autorem tego bloga. Od września 2014 to moje główne źródło utrzymania i sposób na życie. Poza czytaniem mnie tutaj możecie oglądać mnie na YouTube i słuchać mojego podcastu.

Jeśli klikniecie te trzy kreseczki w lewym górnym rogu strony, znajdziecie linki do innych rzeczy, które robię, np. Snapchata, Instagrama czy Reading List – mojej listy polecanych blogów.

Mój fanpage

Fanpage to nie tylko informacje o nowych tekstach na blogu, ale też moje wideo, krótkie przemyślenia i przede wszystkim zdjęcia moich kotów.

Kontakt i reklama

Informacje na mój temat, statystyki bloga i formy współpracy z markami. Jeśli jesteś nią zainteresowany, skieruj się właśnie tu.
Partnerzy technologiczni:
img
img
img