Relacja na żywo z czytania „Gry o Ferrin”

Możliwe, że nie powinienem się przyznawać, ale nazwisko Katarzyny Michalak było mi absolutnie obce zanim poleciliście mi ją jako autorkę kolejnej książki, którą chcielibyście poznać w formie relacji na żywo z czytania.

Relacja z czytania dziś od 20:00!

W zasadzie to tak naprawdę dalej nie wiem dokładnie o kogo chodzi, bo Wikipedia mówi jedynie, że Katarzyna „specjalizuje się w szeroko pojętej literaturze kobiecej”. „Gra o Ferrin” to jej pierwsza powieść wydana w roku 2007 – z opisów wynika, że to jakieś fantasy.

Celowo nie szukałem żadnych dokładniejszych informacji – chcę mieć niespodziankę. Jedyne co wiem o książce to to, że podobno jest bardzo słaba. Czyli w sam raz do naszej zabawy.

Zaczynamy dokładnie o 20:00 i zobaczymy ile wytrzymam. Jeśli ominęły Was poprzednie relacje i nie wiecie o co chodzi, to sprawdźcie tę z czytania „50 twarzy Greya”.
 

01:05:

Zaczynamy punkt 20:00. Już teraz zapraszam na mój fanpage, gdzie na pewno przypomnę Wam jeszcze o wydarzeniu chwilę przed rozpoczęciem :)

19:06:

Na Instagramie jest oficjalny trailer dzisiejszej relacji!.

19:09:

Jeszcze niecała godzina, wiec idę sobie zrobić Yerba Mate i przygotować się psychicznie.

20:01:

No dobra, zabieram się za czytanie. Zastanawiam się, czy tytuł „Gra o Ferrin” jest tylko przypadkowo podobny do tytułu wydanej dekadę wcześniej „Gry o tron”? Nie czytałem G. R. R. Martina, więc tak tylko się zastanawiam.

20:04:

Na pierwszej stronie:

Tylko człowiek zupełnie samotny może sobie pozwolić na zmarnowanie własnego życia. Jeśli jednak zasłużył choć na jedną ludzką miłość, ktoś oprócz niego płaci za jakość jego istnienia.
Autor nieznany

Po wpisaniu tego cytatu w Google znalazłem tylko odniesienia do czytanej przeze mnie książki i jeden wpis na Zapytaj.pl autorstwa Klaudii141. W każdym razie: wygląda na to, że ktoś korzystał z mojego poradnika.

20:12:

W sumie przed właściwą książką (która i tak zaczyna się od prologu) znajdują się aż trzy cytaty/maksymy (?). Bezpośrednio przed tekstem mamy chyba fragment od autorki:

Dłoń unosi się nad klawiaturą laptopa. Usta, drgnąwszy, czytają bezgłośnie napisane przed chwilą zdanie. Opuszki palców dotykają pieszczotliwie klawiatury, po czym podejmują przerwany taniec, klikając cichutko…

Chyba już wiem czego się spodziewać. No ale dobra, sam tego chciałem. Jedziemy!

20:18:

Powróciło do mnie to samo uczucie, które zakiełkowało kiedy zacząłem czytać „50 twarzy Greya”. To znaczy: nie wiem co cytować, bo każde zdanie wydaje się być kiczowate. Różnica polega na tym, że tu ciężko zwalać winę na tłumacza.

W najgłębszym lochu najdalszych kazamat, stały naprzeciw siebie dwie istoty o duszach mrocznych niczym niebo nad Tartarem.

20:22:

Na blogu siedzi właśnie około stu osób. Prośba do Was: kliknijcie lajka tu na dole, żeby dać znać ludzkości, że zaczynamy. A ja czytam.

20:28:

Ok, zaczyna się mrocznie. Wszystko jest mroczne, ciemne i tajemnicze. Jesteśmy świadkami spotkania dwóch mrocznych, ciemnych i tajemniczych istot w mrocznym, ciemnym i tajemniczym miejscu.

Nawet w myślach szeptały do siebie, tak jakby ktokolwiek mógł usłyszeć, o czym szepczą.

Pomarańczę? Ananasa?

20:30:

Jedna z tych istot była samym Złem. Druga była gorsza niż Zło – była Zdradą.

Aaaa, sorry. No tak. Nie poznałem przez ten kaptur.

20:33:

Już wiemy co knują Zło i Zdrada:

– Proponuję ci grę, w której stawką będzie… Ferrin.
– Na jakich warunkach?
– Zwycięzca bierze wszystko.
– Podoba mi się ta gra.

Czy dowiemy się jaka to gra? Szachy? Chińczyk? A może będą grali w FIFĘ na konsoli?

20:37:

Moneta jaśnieje (…) Podrzucona w górę, w nienaturalnej ciszy wiruje

Co jest nienaturalnego w tym, ze podrzucona moneta wiruje w ciszy?

20:40:

Poznajemy bohaterkę.

Karolina nawet po roku pracy w pogotowiu nie mogła przyzwyczaić się do skowytu syreny. Zawsze wydawało jej się, że ten dźwięk przyciąga śmierć.

Nie nie, Śmierć gra ze Złem i Zdradą w FIFĘ.

20:46:

Kochani, musicie być wyrozumiali, bo serwer z Waszym naporem radzi sobie tak sobie :) Dobra, jest akcja:

Karetka z rozpędu wpadła przez bramę szpitala i znieruchomiała. Czas przyspiesza gwałtownie.

Autorka płynnie przechodzi z pisania w czasie przeszłym na pisanie w czasie teraźniejszym, co jak rozumiem jest jakimś tam zabiegiem stylistycznym, ale mi się bardzo nie podoba.

20:50:

A dobra, to tak: bohaterka jest lekarką. Jechała karetką do jakiejś dziewczyny, która wyskoczyła z piątego piętra i nie tylko przeżyła, ale była przytomna i mogła mówić. A przy okazji: wyglądała identycznie jak Karolina. A potem umarła.

20:54:

Jakiś facet przyniósł Karolinie książkę, którą kazała jej przekazać ciocia.

– Patrz! – wykrzyknęła z triumfem. Złotozielone oczy zajaśniały ogniem. – Kod eksterioryzacji!
– Co?
– Przepis, jak się stąd wyteleportować!

No tak, wiadomo. Co za nieuk!

20:59:

Relacje między bohaterką i jej gościem są jakieś dziwne, to znaczy: on non stop próbuje ją objąć i pocałować, ona go odpycha, w odpowiedzi na co on jej się oświadcza. Następnie dziewczyna oznajmia, że przecież przyrzekł być jej bratem. Serio, nie ściemniam.

21:14:

Sorki za brak update, ale muszę się symultanicznie męczyć z serwerem, który nie wytrzymuje Waszego naporu. Póki co musicie manualnie odświeżać stronę.

21:16:

Niezła drama biorąc pod uwagę, że facet postanowił zacząć związek od oświadczyn.

– Zawsze będę cię kochał. I przeklinał. – Słowa zawisły między nimi niczym utkany z dźwięku most. Trzaśniecie drzwiami sprawiło, że rozsypał się w gruzy.

21:20:

Pamiętacie samobójczynię? Ni z tego ni z owego okazało się, że była siostrą bliźniaczką bohaterki. Albo nie była. Nie wiem, nie ogarniam co się dzieje.

Gdyby Karolina częściej opuszczała swoją samotnię, gdyby choć raz poszła na spacer do parku, zamiast kryć się we własnym świecie, może spotkałyby się i tamta piłaby teraz z Karoliną malinową herbatę, miast marznąć w kostnicy?

Zważywszy na to, że nie żyje, to temperatura raczej jej nie przeszkadza.

21:28:

Bohaterka ma chyba rozdwojenie jaźni?

I wtem zgaszone smutkiem oczy rozjaśnił blask. Blade, zaciśnięte usta nabrały barw, a przygniecione zmartwieniem ramiona się wyprostowały. Przytłoczona ciężarem trosk zmęczona lekarka pogotowia odeszła w niepamięć. Na jej miejscu znalazła się… ona – Anaela.

W ogóle póki co wszystko jest napisane tak, że nie wiadomo o co chodzi. Jak się dowiem to dam znać.

21:31:

Zaczyna się robić ciekawie.

Na podłodze święconą kredą nakreśliła pentagram. W jego wierzchołkach ustawiła pięć wysokich białych świec. Naprzeciw nich umieściła pięć kryształów górskich skierowanych ostrzami ku sobie. Krąg był zamknięty, a podwójne zabezpieczenie – ogień i kamień – dawało Karolinie pewność, że nikt ani nic go nie przerwie.

No moment, to w końcu to Karolina czy Anaela?

21:35:

Bohaterka idzie.

Schody. Długie, kręte, nieprzypominające żadnych innych.

Niestety nie wiemy, co w nich tak nietypowego. Bo chyba nie to, że są długie i kręte?

21:41:

Słuchajcie, zacytuję Wam nieco większy fragment, żebyście wiedzieli przez co dla Was przechodzę:

Chwiała się na parapecie, patrząc z niedowierzaniem na stojącą tuż przed nią na wyciągnięcie ręki ciocię Marylkę. Nie. Nie ciocię Marylkę, ale Amarillę dell’Soll, bo tej wspaniałej, dumnie wyprostowanej, złotowłosej i złotookiej kobiety „ciocią” nazwać nie śmiała. Tak: nieznajoma była czarodziejką z własnych opowieści.

Karolina omiotła niedowierzającym spojrzeniem pokój za plecami Amarilli. Krąg z kryształu i ognia, tlące się kadzidło: taki jaki przed chwilą opuściła. Nie! Jakby wciąż tam była! Od nagłej zmiany perspektywy zakręciło jej się w głowie. Była w swoim pokoju, stała na parapecie, u jej stóp powinna rozciągać się pięciopiętrowa przepaść, ale zamiast czarnej studni podwórza miała przed sobą i za sobą pokój, w którym Amarilla czekała, aż minie pierwszy szok.

Nie, to wcale nie jest tak, że ja czytam od początku i więcej z tego rozumiem. Nie mam pojęcia o co chodzi.

21:44:

Z tego co ogarniam bohaterka ma rozdwojenie jaźni i jej druga osobowość w narkotycznych wizjach wyskoczyła przez okno, żeby przenieść się do magicznego świata swojej ciotki. To tak gdybyście byli ciekawi.

21:48:

Spadała w głąb studni o ścianach utkanych z uciekających zdarzeń, światów, czasów i przestrzeni.

Zegarmistrz światła purpurowy?*

21:53:

Okazało się, że skok z piątego piętra to sposób na teleportację do innego świata. O ile się go przeżyje.

Jej pojawienie się w tym świecie było niczym kapnięcie kropli na nieskazitelnie gładkie jezioro magicznej równowagi.

Przyznajcie, że Wy byście tego nie wymyślili.

21:54:

Książka ma coś wspólnego z „50 twarzami Greya” i tym razem nie mam na myśli kiczu i absurdu:

– Nie! Błagam cię! – Rozedrgany głos boleśnie rozdarł ciszę. – Nie! Nie przerywaj! Przyspieszone oddechy splotły się w jeden rytm, jęknęły deski, zaszumiały wzburzone kotary. (…) Lord Ellis wstał, nie wstydząc się nagości, bo też i nie miał się czego wstydzić. Berenika de Sanctis – Władczyni Alderii, Najwyższa Kapłanka – głodnym spojrzeniem ogarnęła porażająco kształtne męskie ciało.

21:58:

Poznajemy nowego bohatera.

Zdobiący czoło diadem ferrińskich książąt błysnął w blasku ogniska, oznajmiając wszem wobec, iż mają przed sobą JEGO: zdrajcę, mieszańca, bękarta.

Aaaa, JEGO! No tak.

22:00:

Gdybyście mieli wątpliwości: nie, ta książka nie jest parodią i nie jest zamierzenie śmieszna. Wszystko co jest pisane zupełnie na poważnie, bardzo patetycznym, podniosłym językiem.

22:04:

Coś osobliwego, niespotykanego, zbliżało się z przerażającą szybkością. (…) Z mroku wyłonił się człowiek chorobliwie chudy i wysoki.

No tak: wysocy, szczupli ludzie są bardzo osobliwi i niespotykani.

22:12:

Sellinaris (to ten bękart, zdrajca i tak dalej) natychmiast rozpoznaje przybysza jako swojego sługę. Po chwili jednak czytamy:

Było w nim coś niepokojąco znajomego.

Komu znajomego? No bo że Sellinaris go zna to wiemy. Czyli co, było w nim coś znajomego autorce? A może nam, jako czytelnikom?

22:17:

Ten, kto uważnie przyjrzałby się obliczu Arcymaga – a niewielu miało tę śmiałość czy chęć – zobaczyłby w nim karykaturę Sellinarisa WeddSa’arda. Byli niczym dwaj bliźniaczy bracia – jeden piękny, drugi odrażający. Jeden szlachetny, drugi podły.

Ten „piękny i szlachetny” to ten sam, który pół strony wcześniej był opisany jako „zdrajca, mieszaniec, bękart”.

22:19:

Nieruchome jak u rekina oczy wpatrywały się w WeddSa’arda, jakby usiłowały odgadnąć treść rozkazu, zanim cokolwiek zostanie powiedziane.

Mój rekin jak to czytał wywrócił swoimi nieruchomymi oczami.

Rekin

22:27:

Kostyczne palce chwyciły małego nietoperza. Zwierzątko obudzone dmuchnięciem w mordkę rozejrzało się dokoła półprzytomnym wzrokiem i szarpnęło, gdy człowiek mało delikatnie próbował zacisnąć tulejkę na cienkiej nóżce.

To jest jedna z tych powieści fantasy, w których wszystko musi być na siłę udziwnione, magiczne i nietypowe – nawet jeśli oznacza to wymianę gołębia pocztowego na kurwa nietoperza pocztowego.

22:35:

Nietoperz pocztowy.

Podrzucił rękę do góry, rozwarł palce. Nietoperz pisnął przeciągle, jakby rzucał przekleństwo, i odleciał w kierunku Lasu Tysiąca. Jego lot skończył się tak szybko, jak się zaczął: gałąź meandrowca zręcznie strąciła zwierzę na ziemię.

Mówiłem, że to poroniony pomysł?

22:37:

Bohaterka obudziła się w lesie i las ją przywitał.

Wyszeptała pospiesznie rytualną formułę:
– Las Tysiąca oferuje w gościńcu dobrą radę: zamknij aurę!
Istota poruszyła się i jęknęła. Poruszyła się i jęknęła.

Nie no, dobra, teraz serio. Ktoś to naprawdę wydał? Na pewno nie czytam internetowego fan fiction jakiejś nastolatki?

22:43:

Pomacała dookoła, z nadzieją, że trafi jednak na swojski beton. Ale… nic z tego. Mech. Przeniosła się. Przeniosła się?! Tak! Przeteleportowała! Tylko dokąd?

No tak, niespodziewana teleportacja nie jest niczym zaskakującym. Co innego mech.

22:47:

Siedziała wsparta plecami o grzejący rozkosznie pień drzewa. To, że pień był ciepły i lśnił w ciemnościach błękitem, przestało już Karolinę dziwić. Teraz wpatrywała się w świecący nad głową Krzyż Południa. Tak jasnych gwiazd nie widziała jeszcze nigdy. A więc Australia.

Ciepłe, świecące drzewa i mech leczący rany – na bank, to musi być Australia.

22:53:

Powiedziała to w języku, którego nie znała!!! To znaczy władała nim biegle – tak biegle, że musiała przetłumaczyć to zdanie na polski.

Czy mnie się wydaje, czy jak się biegle włada jakimś językiem, to właśnie NIE trzeba go sobie tłumaczyć na polski? W każdym razie: to na bank język australijski.

22:56:

Tutaj myślała i mówiła… no właśnie, po ichniemu!!! Może po aborygeńsku? Ho, ho, ho, Karolinko!

Czy w tym fragmencie narracja nagle stała się pierwszoosobowa i Karolina mówi do siebie, czy po prostu narratorka postanowiła zwrócić się do swojej bohaterki?

22:59:

Ktoś podrzucił na Facebooku trailer wydania z roku 2013. Koniecznie zobaczcie w ramach przerywnika. Zauroczyło mnie hasło „miłość” w scenie, w której bohaterka jest chyba przez kogoś duszona.

23:05:

Słyszała nawet przytłumioną rozmowę, chociaż nie mogła rozpoznać słów. Ludzie! Grzybiarze, myśliwi – wszystko jedno, byle podwieźli ją na jakiś dworzec.

Tak, na dworcu z pewnością złapie pociąg relacji Australia-Polska.

23:10:

W australijskim lesie bohaterkę napadła grupa zbójów.

– Uciekasz od nas? – Podszedł, wycierając zakrwawiony nóż o spodnie. Teraz zabije i mnie!

Czyli kogo zabije, narratorkę?

23:13:

Niech mi ktoś wytłumaczy logikę poniższego fragmentu. W lesie pojawił się pan oficer, który w ostatniej chwili ochronił bohaterkę od gwałtu ze strony żołdaków. Szef owej grupy oprawców jest określany jako „brodacz”.

Gdyby brodacz nie miał za plecami szlachetnie urodzonej, a przed sobą oficera najlepszej jednostki w całej armii, próbowałby z pewnością załagodzić sytuację. Nikt o zdrowych zmysłach nie sprawdzałby na własnej skórze, czy Wilczy Zwiadowcy są rzeczywiście tak dobrymi wojownikami, jak to się o nich powiada.

Jeżeli nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby podskakiwać oficerowi, to dalczego brodacz próbowałby załagodzić sytuację, gdyby NIE miał przed sobą oficera? Jaki to ma w ogóle sens?

23:17:

– Jeżeli ten oficer zginie, ty będziesz umierać jeszcze wielokrotnie. Pomóż mu! Weź nóż! – Jak zahipnotyzowana sięgnęła po sztylet. – Chwyć rękojeść. – Ostrze z ohydnym mlaśnięciem wysunęło się z piersi zabitego.

W tym fragmencie nie ma w sumie nic zaskakującego, oprócz faktu, że nikt nie został w ostatnim czasie zabity nożem, więc nie bardzo wiem skąd bohaterka go wytrzasnęła. Ale być może w tym uniwersum zwłoki przebite sztyletami walają się po prostu po lesie, nie wiem.

23:19:

Teraz walka na miecze stała się niemożliwa, doskonale za to sprawował się sztylet, który nie wiedzieć skąd, znalazł się w lewej dłoni oficera.

Wziął się zapewne z jakichś zwłok leżących nieopodal.

23:22:

Wbił ostrze w bok starszego żołdaka i chciał odskoczyć. Tamten, osuwając się na ziemię, pociągnął go za sobą. Amre stracił równowagę i runął nań, upuszczając miecz. Ostatni z bandytów natychmiast wykorzystał przewagę.

Nie wykorzystał, bo zginął pół strony wcześniej. Nawet Wam zacytuję, gdybyście mi nie wierzyli:

Zostało jeszcze dwóch. Starszy i młodszy. (…) Kolejny żołdak padł tuż obok niej. Zbryzgał twarz dziewczyny krwią.

Zostało dwóch. Jeden zginął, kolejny dostał sztyletem. Skąd się nagle wziął jeszcze jeden? Ale dla równowagi: pomijając problem z liczeniem i pojawiające się w dogodnym momencie noże, opis walki jest całkiem sympatyczny.

23:25:

I wtedy, gdy Darrakijczyk całkowicie skupił się na parowaniu kolejnych wściekłych cięć… w lewej ręce oficera błysnął krótki nóż.

Kto by pomyślał, trzeci nóż pojawiający się znikąd w tej scenie.

23:31:

Karolina jest ranna.

Rozcięta warga i obity policzek pulsowały trudnym do zniesienia bólem.

Przy czym pół strony wcześniej mamy bandziora z urwaną szczęką i nożem w kolanie. No ale rozcięta warga to ból nie do zniesienia.

23:32:

– Użyj mocy! – nakazał.
– Jakiej mocy?! Nie jestem Lukę Skywalker!
– Jesteś Leczącą, nosisz Znak – powtórzył z uporem.
– Co ty bredzisz, człowieku?! Jaki znak?!
– Dwa czarne węże. Znak Leczącej.
– Gdzie? – Oczy dziewczyny zogromniały.
– Na czole.
– Naprawdę? – Zrobiła zeza, próbując dojrzeć ów Znak.

Nie wiem nawet jak to skomentować.

23:35:

Potrząsnął nią. Nie wydała z siebie głosu, ale całe ciało było jednym wielkim krzykiem.
– Pani, co wam?! – Nie widziała go. Nie słyszała. Uderzył ją w twarz.

Bezpośredni typ.

23:40:

Zgasł delikatny, dziewczęcy uśmiech. Przycisnęła do piersi podarunek i przygarbiona, jakby nagle przybyło jej lat, znikła w zaroślach.

W jakich zaroślach, do cholery? W tej książce jest pełno takich fragmentów. Bohaterka sobie siedzi płacząc i nagle znika w zaroślach. Narracja jest w ogóle strasznie pourywana i kompletnie nie wiadomo o co chodzi. Nagle pojawiają się jakieś postaci i potem autorka zdaje się o nich zapominać (w domyśle: gdzieś zniknęły po drodze) i tak dalej.

23:41:

Bohaterowie chcą odjechać w tzw. siną dal, ale idzie im opornie, bo w ciągu jednej sceny pojawiają się ze trzy konie na zmianę wchodzące i wychodzące z lasu i kompletnie nie wiadomo o co chodzi.

23:44:

Oficer, który okazał się mieć na imię Amre, otrzymał rozkaz: ma sprowadzić dziewczynę do swojego pana. Wiadomość przyniósł nietoperz, a jakże.

Szarpnięciem za wodze zawrócił konia. (…) Z zaciśniętymi zębami, blady jak śmierć ponaglał konia do szybszego biegu. Bandaże zaczęły przesiąkać krwią.
– Jesteś ranny, do cholery! Zatrzymaj się!!! – krzyknęła i… w ostatniej sekundzie pochyliła głowę… Zwisająca nisko gałąź zmiotła oficera z siodła. Spadł ciężko na ziemię.

Nietoperz pocztowy który po przeleceniu paru metrów uderza w drzewo. Oficer-zwiadowca, który jadąc na koniu uderza w drzewo. Ja jebię.

23:46:

No dobra, to koniec rozdziału, więc kończę relację. Jestem zaskoczony: przeczytałem jedynie 20% książki. Co istotne: w tym czasie praktycznie nic się nie stało.

„Gra o Ferrin” to jak dotąd połączenie kompletnie niezrozumiałych wątków z pseudo-epickim, przeintelektualizowanym językiem. To właśnie to drugie sprawia, że czyta się to koszmarnie trudno.

Nie myślałem, że trafię na coś bardziej kiczowatego niż „50 twarzy Greya” ale jednak – udało się.

Trudno mi sobie wyrobić zdanie o tej książce po tak krótkim fragmencie, ale póki co po prostu ją męczyłem. Chyba zrobię na blogu ciąg dalszy bo jestem ciekaw, na jakie jeszcze fantastyczne konie, sztylety i drzewa trafi bohaterka w Australii. No i kto wygra w tę FIFĘ.

Tutaj czytajcie drugą część!

01

Podcast #43: Czy działalność charytatywna to obowiązek?

W dzisiejszym odcinku podcastu nie tylko pochylamy się nad tematem pieniędzy, ale do tego jeszcze nie są to nawet nasze pieniądze.

02

Obudowa zmieniająca Apple Watch w… G-Shocka?

Dziś, po kilku dziwnych perypetiach z kurierem (który zadzwonił do drzwi, wszedł, zostawił awizo w skrzynce i sobie poszedł) dostałem moją paczkę z Amazonu. W środku znalazła się obudowa Supcase,…

03

Statystyka to nie kłamstwo – po prostu jej nie rozumiesz

Są ludzie, którzy uważają, że statystyka to największe kłamstwo. To nie są mądrzy ludzie. Nie bądźcie tymi ludźmi.

04

Google Duo, czyli nowa aplikacja do wideorozmów od Google, która ma… tylko jedną wyróżniającą cechę

Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Cechą tą jest… pokazanie obrazu z kamery dzwoniącego jeszcze przed zaakceptowaniem połączenia. To taka drobna rzecz, ale mocno przyspiesza komunikację. Jasne, pod maską…

05

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #4

Przed Wami czwarta część mojej analizy bardzo długiego dzieła Katarzyny Michalak. Bohaterka jest w ciąży, w domu nie ma prądu i zbliżają się święta. Co teraz?!

06

Relacja na żywo z finału Eurowizji

Godziny dzielą nas od tegorocznego finału konkursu Eurowizji. Tradycyjnie możecie się spodziewać na blogu najlepszej na świecie relacji na żywo!

07

Podcast #42: Wojna podcasterów, czyli nasza dyskusja o „Civil War”

Najnowsza część „Kapitana Ameryki” wywołuje taki efekt, że wszyscy chcą o niej gadać, gadać i gadać. Więc skoro mamy podcast, to gadamy.

08

Drogi blogerze, pomóż proszę. A spróbuj tylko odmówić…

Fundacja charytatywna poprosiła blogerkę o współpracę. Blogerka wyceniła to jak reklamę, a fundacja wolała nie płacić. Myślicie, że rozeszli się w spokoju i temat się skończył? Oj nie…

09

Listy do Pawła #3: Jak zdobyć przyjaciół?

W najnowszym odcinku „Listów do Pawła” adresujemy problemy młodzieży z potrójną siłą – odwiedziły mnie bowiem dziewczyny z kanału „The Boobskie”!

10

Podcast #41: Czy warto iść na studia?

W dzisiejszym odcinku zadajemy sobie pytanie, które prawdopodobnie zadaje sobie każdy, kto w ciągu ostatnich dni zmagał się z egzaminem maturalnym. Starsi zadają sobie to pytanie…

11

Najlepsza rzecz jaką ostatnio widziałem w telewizji

„Nasz nowy dom” to najlepsza rzecz w telewizji. Koniec, kropka, bez dyskusji.

12

Podcast #40: Konserwy i inne wstydliwe wyznania

Guilty pleasure. Każdy jakieś ma, nikt nie chce się przyznać, bo na tym w sumie to polega. Dlaczego przyjemność sprawiają nam rzeczy, do których lubienia wstydzimy…

13

Nie, Circuit Breaker nie jest „dostępny tylko na Facebooku”

Przemek Pająk napisał, że zgłupiałem. To znaczy nie to, że ja konkretnie – napisał, że ktoś, kto robi dokładnie to samo co ja, „zgłupiał”. Poczułem się wywołany…

14

Listy do Pawła #2: Niezawodny sposób na trądzik

Przed Wami kolejny odcinek „Listów do Pawła” – programu, w którym adresuję problemy młodzieży z kolorowych magazynów. Zapraszam!

15

Podcast #39: Podcast o kotach, jeżach i historii Żydów polskich

Dzisiejszy odcinek podcastu jest bardzo specjalny. Jak niemal każdy zresztą. Tym razem jednak znajdzie się w nim wszystko to, czego do tej pory brakowało.

16

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #3

Na YouTube znajdziecie kolejną, trzecią już część analizy „Roku w Poziomce” Katarzyny Michalak!

17

Listy do Pawła #1: Dramat nastolatki – jej chłopak jest botem w CS!

Sprawdźcie pierwszy odcinek mojej serii na YouTube, w trakcie którego odpowiadam na trudne pytania z „Bravo” (i nie tylko).

18

Podcast #38: Kasia napisała książkę

Tytuł wyjaśnia w zasadzie wszystko: Kasia napisała książkę i o tym rozmawiamy w najnowszym odcinku podcastu.

19

Dlaczego „Warcraft” prawdopodobnie będzie złym filmem?

Jestem wielkim fanem „Warcrafta” i jak na szpilkach czekam na premierę jego ekranizacji. Jednocześnie jestem przekonany, że obiektywnie nie będzie to zbyt dobry film. Widzę ku temu…

20

Prosto z Pyrkonu: cała prawda o cosplayerach

W ramach mojej wizyty na Pyrkonie nagrałem w sumie 1,5 godziny materiału na Facebooku. Tu znajdziecie 5-minutowe podsumowanie moich „wywiadów” z cosplayrami.

21

Podcast #37: Łotry dwa, czyli o dubbingu i tłumaczeniach

Dubbing. Jedni go chwalą, inni nienawidzą. Dubbing jest jak jak Batman. Czy jest bohaterem, którego to miasto potrzebuje?

22

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #2

Ukazał się drugi epizod serii „Złych książek” na temat bestsellerowej powieści Katarzyny Michalak i zarazem jeden z moich ulubionych. Sprawdźcie koniecznie.

23

Podcast #36: Świt sprawiedliwości

Dziś 1 kwietnia, więc z jakiegoś powodu nagraliśmy zupełnie normalny, zupełnie poważny odcinek. No dobra: na tyle poważny na ile poważnie można mówić o „Batman v…

24

Czekam na Eurowizję!

Eurowizja to impreza, która z jednej strony ma niesamowitą oglądalność, ale z drugiej jest uważana za symbol kiczu, taniochy i obciachu. Zupełnie niesłusznie. Ja już nie mogę się doczekać!

25

Recenzja: „Batman v Superman”

Wróciłem właśnie z kina po obejrzeniu „Batman v Superman” i natychmiast siadam do recenzji. Chcę to mieć za sobą i jak najszybciej zapomnieć o tym filmie.

26

Podcast #35: Życie bez Facebooka

Do nagrania dzisiejszego odcinka podcastu zainspirował nas… mój ban na Facebooku. To znaczy: Mark Zuckerberg dał mi bana za „niezgodne z zasadami nazwisko”.

27

Jedna z najlepszych funkcji iPhone i Maca, z której prawdopodobnie nie korzystasz

Dziś będzie o czymś bardzo prostym – a przynajmniej tak mi się wydawało. Korzystam z tej funkcji codziennie, ale kolejne osoby robią wielkie oczy, kiedy podrzucam…

28

Ależ Apple dziś przynudzało…

„Co oni w zasadzie dziś pokazali?” było pierwszym, co nasunęło mi się na myśl po zakończeniu dzisiejszej prezentacji Apple.

29

Złe książki: „Rok w Poziomce” Katarzyny Michalak #1

W końcu nadszedł ten moment: w najnowszych „Złych książkach” mierzę się z powieścią obyczajową Katarzyny Michalak… choć momentami brzmi to jednak jak science fiction.

30

Podcast #34: Specjalnie dla fanów

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy o zjawisku fanservice, polegającym na umieszczaniu w popkulturze treści, których jedynym celem jest zadowolenie fanów.

Wow! Jeszcze Ci mało? Zajrzyj do Reading List, gdzie polecam teksty z innych blogów. A jeśli Ci się tu podoba, polub mój fanpage na Facebooku.

Miło, że wpadliście!

Naprawdę się cieszę, że tu jesteście, ja po prostu mam taką twarz. Nazywam się Paweł Opydo i jestem autorem tego bloga. Od września 2014 to moje główne źródło utrzymania i sposób na życie. Poza czytaniem mnie tutaj możecie oglądać mnie na YouTube i słuchać mojego podcastu.

Jeśli klikniecie te trzy kreseczki w lewym górnym rogu strony, znajdziecie linki do innych rzeczy, które robię, np. Snapchata, Instagrama czy Reading List – mojej listy polecanych blogów.

Mój fanpage

Fanpage to nie tylko informacje o nowych tekstach na blogu, ale też moje wideo, krótkie przemyślenia i przede wszystkim zdjęcia moich kotów.

Kontakt i reklama

Informacje na mój temat, statystyki bloga i formy współpracy z markami. Jeśli jesteś nią zainteresowany, skieruj się właśnie tu.
Partnerzy technologiczni:
img
img
img